Suplement do felietonu Łukasza Gańko

Pozwolę sobie na łamach portalu podyskutować z czytelnikiem Łukaszem i dodać coś od siebie. Każdy ma prawo mieć własne poglądy i tego nie chcę komentować, bo na to składa się cały szereg doświadczeń emigracyjnych i nie tylko. Chciałbym tylko dodać kilka swoich uwag, dlatego zmieniłem początkowy tytuł „Replika” na „Suplement”

Dlaczego jednak my – emigranci - pozostajemy w Irlandii?

 Zdaję sobie sprawę, że powodów jest wiele, ale mi jako strasznemu cynikowi od razu zapala się czerwona lampka. Po co tu jesteście ludzie? Pewnie powody od jeden do miliona nazywają się EURO. Poza pewnymi wyjątkami które na drugim czy trzecim miejscu dorzuciłyby jeszcze: doświadczenie zawodowe, język, chęć poznania innej kultury (Boże, co ja takiego wypisuje). Ile osób po to przyjechało???
Wśród powodów są Irlandczycy??? Konia z rzędem temu, kto mi znajdzie osobę, która trafiła do Irlandii tylko dlatego, że chciała poznać naszych wspaniałych gospodarzy. Absolutnie nie myślę, że nie są warci poznania, ale spójrzcie w swoje dusze kochani....
 – nietolerancja. Jestem tutaj już dwa blisko lata i z jawnym objawem nietolerancji nie spotkałem się, choć okazji było mnóstwo. Niechęć czasem odczuwam, ale raczej ze strony młodego pokolenia, które, jak to zwykle bywa w każdym społeczeństwie, obrażone jest na cały świat. Poza tym w każdym narodzie istnieje pewien margines idiotów, który nie może przecież świadczyć o poziomie reszty. Takie traktowanie byłoby dla tej reszty krzywdzące. Na samym początku mojego pobytu spotkałem się z tak ogromna życzliwością, że czasami było to bardzo krępujące. Z pewnością odczucie to było tak silne, bo przyjechałem z kraju, w którym najpierw myśli się: „o kurczę obcy”, a nie „ooo, jak fajnie - obcy”. W mojej pracy nikt nie daje mi odczuć, że jestem gorszy, bo tak naprawdę liczą się w niej jedynie kwalifikacje i uprzejmość: jeśli jesteś dobry w tym, co wykonujesz, to zawsze będziesz traktowany z szacunkiem. Oczywiście zdarzają się czasami żarty tzw. ”narodowościowe”, ale w takim samym stopniu, w jakim zdarzają się wobec kumpli z Cork, Tipperary, Carlow czy Kilkenny. Kiedyś powiedziałem, że życzę Polakom mieszkającym w Polsce 1/10 takiej tolerancji dla obcokrajowców, jaką mają Irlandczycy; cierpliwości do głąbów, którzy nie potrafią  dwóch słów po angielsku, a myślą, że są mistrzami w każdej dziedzinie. Dwa lata temu było nas o połowe mniej, a może o połowę połowy, kto wie? Część ludzi, która przyjechała do tego kraju, posiadając kwalifikacje, jakieś umiejętności językowe + ciekawość świata i pozytywne nastawienie, asymilowała i nadal asymiluje się w stosunkowo szybkim tempie, czego nie można powiedzieć o gromadach, które przyjechały: „robić, uskładać i wyp...” Tego typu ludzi nie interesują kontakty towarzyskie z miejscowymi, bo dla nich, obywateli „Chrystusa Narodów” nieważnie są takie głupstwa. Zresztą przez ostatnie kilka lat było im wpajane, przez kolejne fale przyjeżdżających i wracających, że „Irole”  „oderwani granatem od pługa są...” A ja się pytam: KIM są Ci, którzy tu przyjeżdżają? duże miasta, prowincja i malutkie miejscowości. Czy czyni Cię - obywatelu1 lepszym od Irlandczyków to, że mieszkałeś w dużym mieście? Kto dał Ci- obywatelu prawo do takiego komentowania obywateli innego państwa. Traktowanie z góry wszystkich wokół świadczy o zaburzonym poczuciu własnej wartości – czytaj, kompleksie wyższości.  Arystokratyczne pochodzenie Ci - obywatelu się śni? Może.... hmm tylko JP Hrabio troszkę słomka z kapci wylatuje i skarpetki dziurawe. Pon-piątek robota, troszkę jeszcze w sobotę, wieczorem obowiązkowy „zgon”, zmartwychwstanie w niedziele i oborot. Taka polska asymilacja...  Nasi obywatele troszkę się już oswoili, okrzepli, więc ich widać i czasami, co gorsza słychać, wiec nie dziwmy się, że się coraz częściej mówi o Polakach. Niech tylko jeden na stu będzie świnią – Irlandczycy zauważą właśnie tego. Jest tylko częścią mniejszości, która chroni się w „gettach”.  To bardzo smutne, że widzę co niedzielę paradujące tabuny „cieląt” po chodnikach Carlow, bo nie bardzo mają co ze sobą zrobić. To jest ta smutna i większościowa emigracja. Jak mają się integrować i asymilować, skoro nie ma najważniejszej płaszczyzny integrującej dwa narody – WSPÓLNEGO JEZYKA.
Znam tez inną – ludzi , którzy czegoś chcą od życia. Emigracja dała im pozytywnego „kopa”, do robienia rzeczy, których w swoim kraju nie byli w stanie robić z wielu powodów, m.in. finansowych: rozwijać zainteresowania, hobby czy też kształcić. Najbardziej boli mnie to, że mało kto w kraju zauważa, jak szybko i bezboleśnie pozbyto się całego młodego odważnego pokolenia, które najprawdopodobniej nigdy już nie wróci. Podczas rozmów słyszę coraz częściej, że do takiego kraju nie ma po co wracać. Nie chodzi o dziurawe drogi, syf w miastach, przestępczość i brak tolerancji, a nawet polityków. Według mnie chodzi o dwie rzeczy, proste jak budowa cepa: pieniądze i wszechobecna tendencja do ściągania w dół wszystkich, którym się lepiej powodzi. Łukaszu, to może jest właśnie odpowiedź na te ociekające jadem posty na forach internetowych?

Inna sprawa to artykuł w Irish Independent. Krytykować Irlandczyków za podziw dla Ikon literatury, które wyjechały za granicę? Popraw mnie, jeśli  mylnie interpretuję Twój tekst. Jednak pragnąłbym przypomnieć kilka nazwisk: Norwid, Mickiewicz, Słowacki, Krasiński(ten nie emigrował na stale, bo miał na tyle kasy, że mógł, jak to się wtedy mawiało, jeździć „do wód”) dalej Mrożek, Lechoń, Miłosz, no to może zakończmy na Barańczaku. Gdybym się przyłożył do przedmiotu to jeszcze może wspomniałbym sercową emigrację Skłodowskiej i jakąś Kosińskiego i Hłaski. Przepraszam wszystkich fizyków matematyków i medyków, ale nie pamiętam kto zwiał. Ich nieobecność w kraju nie budzi we mnie myśli, że byli gorszymi Polakami od tych, którzy zostali. Drogi Łukaszu; zwiewa się nie z braku miłości do ojczyzny, to za granicą ta miłość ma szanse rozkwitnąć. Zwiewa się z braku możliwości (finansowych lub politycznych) kochania.
Musze na coś jeszcze zwrócić uwagę, co znalazło się w felietonie. Nie lubię obecnie nam panującej klasy rządzącej; w skrócie ujmując, nie jest za bardzo w moim guście, ale nigdy na forum publicznym nie odważę się nazwać premiera i prezydenta: kaczorami, kaczym  rządem, itp. Czy nam się to podoba, czy nie, ale należy się szacunek. Można dyskutować z poglądami, naśmiewać się z wpadek, ale dla nas to prezydent i premier. Krytykowanie przyzwolenia obrażania polityków dotyczy każdego miejsca publicznego (pomijając fora internetowe, bo to takie bagno, że aż strach czasem czytać), a w artykule publikowanym, mającym być felietonem nie godzi się (Skiba i Wojewódzki mogą, ale kto ich traktuje poważnie). Nie zgadzam się na brak, podstawowych chociaż, oznak szacunku, bo za 20 lat nie chce się budzić i słyszeć od swojego dziecka wychowanego w takim społeczeństwie: „stary, k... wyp... z tego wyra, bo k... do szkoły nie zdążę”. Przykład nie idzie z góry, ani z dołu, ale ze wszystkich stron i wierzcie mi, mogę prywatnie cały rząd i wszystkie satelity mieć głęboko w d... , ale dla mnie to mimo wszystko premier i prezydent mojego Kraju i tyle, to tylko smutne, że tacy, a nie inni.

Jednakże prasy nie można nawet w najmniejszym stopniu porównać do tego, co wyprawia młode, gretkowskie polactwo, mające dostęp do internetu i publicznego forum. „Emigrant = nieudacznik”, „Nigdy nie wracajcie”, „Zmywak i mycie kibli”

Czytając przedostatnie hasło (pomijając neologizm, którego nie rozumiem) przypomniało mi się „300 mil do nieba” i nie traktuję takich wypowiedzi jak groźby, a raczej jak ostrzeżenie Pamiętacie Ojca trzymającego słuchawkę i krzyczącego dramatycznym głosem? „ Nie wracajcie tu, słyszycie? Nigdy nie wracajcie!”. A zmywak i mycie kibli? Cóż,  jest to udziałem wielu moich rodaków w tym kraju, a jeśli ktoś to mówi z pogardą z oddali (Polski), polećcie mu przyjrzenie się jego własnej, ambitnej i haha dobrze płatnej pracy.
A wszystkim tym którzy mają „doła” czytając fora internetowe przekazuję, że zła jest tylko kradzież i niemoralne rzeczy związane z cielesnym obcowaniem za pieniądze, a to, że tu pracujecie nie na takim stanowisku, jakie sobie wymarzyliście, to co? Pytam. Jeżeli macie szacunek współpracowników, szefów i pracujecie uczciwie, to nie musicie się niczego wstydzić. Stado idiotów z kompleksem wyższości kupując studia myśli, że zasługują na biurka dyrektorskie i prawo do poniżania innych często w bezpiecznym i anonimowym środowisku jakim jest internet. Zapominają, że oprócz ambicji potrzeba wiedzy, kultury i, o czym się bardzo często zapomina, doświadczenia życiowego i cholernie ciężkiej pracy.

Tak na zakończenie małe sprostowanie. Wielu Polaków mieszkających w Irlandii myśli, że miano „Celtic Tiger” Irlandia zawdzięcza Polakom. W dużym stopniu przyczyniliśmy się do tego, że Tygrys nie zdechł jeszcze, ale jego narodziny Irlandczycy zawdzięczają sobie i swojej ciężkiej pracy oraz oczywiście dotacjom z UE. Tak nawiasem ujmując, Tygrys narodził się na początku lat 90, więc Polacy w jego narodziny mają bardzo marny, jeśli nie żaden, wkład.

Marek Zubert